"Lato 1993" - recenzja

"The Florida Project" pokazało nam beztroskie urwisy w wiecznym trybie popisówy, nieświadome problemów dorosłych. "Lato 1993" odkrywa zaś przed nami świat dziecka wycofanego, zmuszonego do radzenia sobie z przejmującą stratą. I oba filmy wypadają równie przekonująco!

4-2000-2000-1125-1125-crop-fill.jpg

Można powiedzieć nawet, że Carla Simon miała cięższą pracę do wykonania. Sean Baker nie musi namawiać ekstrawertycznej małej dziewczynki do popisywania się przed kamerą. Za to zachodzę w głowę, jak udało się uchwycić te autentyczne momenty między kilkuletnią Fridą i jeszcze młodszą od niej kuzynką, która autentycznie nie ma jeszcze w pełni wykształconej motoryki.

Ale tak naprawdę to wszystkie interakcje dzieci, ich samotne chwile w kadrach i zabawy z dorosłymi, wypadają wyjątkowo naturalnie, łącznie z uroczymi drobiazgami, jak samotne powłóczenie nogami zmieniające się na kilka sekund w leniwą zabawę w chodzenie. No i naturalnie dzieciństwo nie może się obejść bez kogoś chodzącego w pewnym momencie z kończyną w gipsie.

Cały scenariusz kipi też od znajomości nie tylko dziecięcej natury, ale i dynamiki rodzinnej. Frida straciła swoich rodziców i po ich śmierci przeniosła się do wiejskiego domu wujostwa. Jest wycofana, często nieposłuszna. Naturalnie jej nowi opiekunowie mają wiele cierpliwości z powodu jej sytuacji, ale i ta się może skończyć, kiedy babcia zacznie zbyt często wpadać, by wprowadzać własną filozofię wychowawczą, a mała Frida ze swoim destrukcyjnym zachowaniem doprowadzi do poważnego incydentu.

Przy tym Carla Simon nie prowadzi widza za rączkę, nie męczy nigdy ekspozycją ani prostą charakteryzacją postaci. O matce małej bohaterki nie dowiadujemy się na przykład prawie niczego. Tropami są kąśliwe uwagi babci oraz to, jak Frida widzi rolę mamy podczas zabawy w dom w fantastycznej scenie dwupoziomowego udawania, którą trzeba zobaczyć na własne oczy. W tekście zabrzmi bowiem zbyt skomplikowanie, a w świecie dziecięcej logiki nie wymaga chwili zastanowienia i jest od razu czytelna.

Frida jako mama Fridy.

Frida jako mama Fridy.

Bez obaw - te niedopowiedzenia nigdy nie czynią filmu enigmatycznym. Emocjonalnie jest kompletnie klarowny. "Lato 1993" lepiej niż tysiąc słów wytłumaczy uczucie bycia niekochanym, zagubionym dzieckiem. Rozumiemy, jak destrukcyjna manifestacja bólu małej Fridy wynika z braku innych narzędzi radzenia sobie ze stratą. Jednocześnie widzimy też całą wielowymiarową relację rodzinną w tle i to, jak zachowanie małej nadwyręża więzy między jej nowymi opiekunami.
9/10