"Cicha noc" - recenzja

Recenzja oryginalnie ukazała się w formie wideo z serii "Tycie Osądy" w listopadzie 2017.

"Ostatnia rodzina" jednak nie taka ostatnia, bo oto kolejna rodzina w "Cichej nocy" następnego debiutującego polskiego reżysera. I na jego filmy też będziemy od teraz z niecierpliwością czekać.

cicha_noc_film_adfa.jpg

I na wstępie podpowiem - odpuśćcie sobie proszę zwiastuny tego "Cichej nocy". Choć może to być trudne, bo pewnie wszędzie je teraz puszczają. Ale jak zwykle próbuje się film wsadzić w wąskie gardło gatunku komedia o pijakach-polakach, kiedy film ma zupełnie inny smak. To, co zrobiło na mnie wrażenie, to jak alkohol, nawet kiedy jest tematem do żartów - a jest to rzadziej niż by się można spodziewać - pozostaje także w oczach widza czymś niechcianym.

Jest poważnie traktowany przez filmowców jako coś, co zasiało już wielopokoleniowy zamęt w rodzinie. Alkohol w "Cichej nocy" to ciągle powracający wróg, który największe piętno odcisnął na matce, wspaniale zagranej przez Agnieszkę Suchorę, której umęczona twarz nie jest tylko maską, a wydaje się zawsze trzymać w sobie wszystkie złe doświadczenia przeszłości.

Ale to też nie kolejny "Pod mocnym aniołem" czy inne pierdololo, które wrzuca nas w wir jak największej patoli, a mimo to czasem pośmieszkuje z picia po drodze, bo szkoda marnować taką okazję do żartów. "Cicha noc" to pierwszy polski film w którym czuć, że filmowcy nie przybijają sobie piątki w scenach chlania.

A przy tym film jest o czymś więcej niż wpływie alkoholu na rodzinę - jest o całej rodzinnej dynamice, po prostu twórcy nie zapominają jak duży wpływ na nią mają choroby alkoholowe.. Domalewski jest świetnym obserwatorem rzeczywistości i nie zapomina powiesić portetów papieża gdzie trzeba, ani pokazać, jak najmłodsza w rodzie biega z kamerą robiąc zbyt mocne zbliżenia jedzącym domownikom.

Może najwięcej zastrzeżeń mam do warstwy fabularnej. Niby fajnie, że sporo się tu dzieje, zawsze poza tym fascynującym tłem znamy też cel Dawida Ogrodnika i mimo wszystko mu kibicujemy, ale nie mogę nie poczuć, że klasycznie po polsku dostajemy jeden twist za dużo, wybudzający nas, że to jednak scenariusz filmowy i po prostu musimy przełknąć, że następują takie eskalacje jedna za drugą. Są poprowadzone z takim smakiem i poszanowaniem charakterów postaci jak się da, ale zawsze żal kiedy coś tak autentycznego wchodzi w tak głębokie rejony oskryptowania.

Ale to wszystko pikuś przy w końcu prawdziwym obrazie polskiej Wigilii, nie z jakichś amerykańskich "Listów do M.", a naszych. A jeszcze do tego mi się włączył ten rzadki lokalny patriotyzm, że kręcone w warmińsko-mazurskim - jest Olsztyn, są nadjeziorne zabójcze kręte dróżki - no luks. I w sumie trudno o lepsze województwo by pokazać taką, a nie inną rodzinę - to jednak nasza kraina najgłębszej biedy i bezrobocia.

8/10