"Kryjówka Johna"/John and the Hole - recenzja filmu

Jak dotąd poza "Moją mamą" najbardziej podoba mi się na Nowych Horyzontach chyba "Kryjówka Johna". Propozycja z USA także traktuje o dzieciństwie i dorosłości, ale skupia się bardziej na tej drugiej części - o tym, co znaczy być dorosłym i jak żegnać się z wizją naszego dorosłego życia, jaką mieliśmy, kiedy byliśmy młodsi.

z26742354AMP,Charlie-Shotwell-w-filmie--John-and-the-Hole---rez.jpg

"Kryjówka Johna" to przy tym czarna komedia o 13-latku, który więzi swoją rodzinę w bunkrze, więc absolutne przeciwieństwo ciepłego filmu Sciammy. Ale obrazy łączy zdolność ich twórców do podłączenia się do umysłów dawnych wersji siebie.

Reżyser Pascual Sisto i scenarzysta Nicolás Giacobone wiedzą, jak to jest być nastolatkiem i pamiętają coś, co pamiętam też ja - to socjopatyczne, buntownicze pasmo w umyśle, które kompletnie wyłącza empatię. Nie ma nic straszniejszego niż nastolatek, nawet tak niepozorny jak nasz bohater.

Czasem kiedy Twój syn wkracza w nastolęctwo, odkrywasz to samo, co ludzie, którzy postanowili zabrać małpkę do domu i się nią zaopiekować. W końcu staje się jebutnym szympansem.

I co zrobisz? Wyrzucisz go z domu? Można i tak. Reżyser pamięta także o takiej ewentualności w jednej z najśmieszniejszych scen, w której niezwiązana z główną osią fabuły dwuosobowa rodzina rozpada się, kiedy mama decyduje, że wyjeżdża i zostawia 12-letniej córce hajsu na 10 miesięcy (rok, jeśli nie będzie rozrzutna).

Serdecznie polecam, świetnie się bawiłem. Można oglądać "Kryjówkę Johna" także na VOD na stronie festiwalu.

8+/10