To jest film, który zwyczajnie sprawia wrażenie pilota. A w przypadku kinowej produkcji ciężko bronić braku mocniejszego, fabularnego spoiwa w tym zbiorze mniej i bardziej zabawnych scenek ze znanymi osobami.
Charlie Kaufman, jak sam twierdzi, odmawia pokazywania innej perspektywy niż perspektywa postaci, o której opowiada. Charlie brzmi jak mój człowiek. Ja do kina chodzę głównie po to, by spojrzeć przez chwilę na świat cudzymi oczami.
Żadna agentka w filmie nie może się też obejść bez gadżetów - wybuchające długopisy zastępują im szminki z łaskoczącym gazem oraz specjalne kaski, które nie rujnują fryzur!
"Moje córki krowy" to raczej taka filmowa wesoła laurka o tresci "trzymaj się", którą daje się smutnym ludziom na stypie. I tyle samo w niej niestety wartości.