“Światełko w tunelu”, “Cisza przed burzą” i “The End” to moje trzy polecajki filmowe z piętnastej edycji American Film Festival.
1.”Cisza przed burzą” (No Sleep Till), reż. Alexandra Simpson
Obraz małego wycinka Florydy szykującego się na huragan. Oświetlony, nieśpieszny i wsłuchany w zderzenie dźwięków natury z odgłosami cywilizacji.
Na Filmwebie napisałem, że gdybym był filmowcem, pewnie próbowałbym osiągnąć to, co Simpson osiąga tutaj. Nie mam przez to na myśli, że to mój wymarzony top 1 filmów ever, ale że czuję zapatrzenie w podobne rzeczy. Simpson ceni uchwycanie wajbów miejsca nad potrzebę opowiedzenia konkretnej historii. Ale też nie chce zostawiać widza na lodzie, nie dając mu żadnej narracji, w którą by się mógł wgryźć.
Argumentowałbym, że dwie kilkunastu postaci są bardziej główne od pozostałych. To para kumpli decydująca się na wyjazd z okazji nadchodzącego huraganu. Obaj lubią sobie pogadać i potrafią być przy tym zabawni. I zawsze coś zostaje między wierszami takiej męskiej przyjaźni, przez co film upodabnia się czasem do "Old Joy" Kelly Reichardt.
Dzieła obu reżyserek mogę śmiało polecać świeżo zainteresowanym kinem o doświadczaniu upływu czasu. "Cisza przed burzą" to jeden z filmów dostępnych na NH VOD w ramach festiwalu online do 17 listopada. W domu takie kino ogląda się nieco trudniej, ale jeśli istnieje w Waszych czterech ścianach coś takiego, jak Spokojny Wieczór, to ten film będzie w sam raz. To zaskakująco relaksujący seans. Jak wyjście latem na spacer późnym wieczorem.
8/10
2.”The End”, reż. Joshua Oppenheimer
Twórca dylogii dokumentalnej "Scena zbrodni" i "Scena ciszy" nadal opowiada o tym samym - o tym jak jesteśmy w stanie kontynuować swoje życie, pamiętając o strasznych decyzjach, które podjęliśmy.
Tak bardzo ukochał sobie obserwację tego adaptacyjnego aspektu ludzkiej natury, że postanowił zrobić z niego 150-minutowy postapokaliptyczny MUSICAL, który nie jest właściwie o niczym innym, jak tylko o wpływie tego mechanizmu na społeczność. I to absolutnie wyjątkowy film, ale tylko dla pewnego rodzaju widza, któremu nie będzie przeszkadzało, jak bardzo na jednej nucie funkcjonuje. Ja byłem kompletnie oczarowany.
Obsada jest świetna, a piosenki brzmią mi jak coś między Sweeney Toddem i La La Landem, chociaż niestety nie umiem w muzykę, więc nie mogę powiedzieć, czemu tak myślę. Tylko nie jak te duże piosenki, okej? Zawsze jest dość intymnie - numery są małe i osobiste, choć nie brakuje w nich tańca, czasem nawet na niesamowitym secie przypominającym ogromną lodową jaskinię.
Nawet negatywnie wypowiadający się o filmie recenzenci (a jest takich kilka) podkreślają, że nie istnieje nic podobnego - i że cudem jest sam fakt, że "The End" w ogóle powstał. Liczę, że dorobi się jakiegoś małego kultu. Pozwólcie, że ja go u nas zacznę.
8/10
Film zostanie zagrany jeszcze 11 listopada wieczorem podczas American Film Festival, a w styczniu ma otrzymać premierę ogólnopolską od Kino Świat. Trzymam kciuki.
Nie da się niestety online znaleźć jeszcze żadnej piosenki z tej produkcji. Liczę, że to się zmieni po oficjalnej premierze w Stanach, bo póki co nawet tam pokazywany był jedynie w ramach festiwali.
“Światełko w tunelu” (Ghostlight), reż. Kelly O'Sullivan i Alex Thompson
Już samo wspomnienie o "Romeo i Julii" sprawia, że mam ochotę przewrócić oczami. Dobrze więc, że nie czytałem nic na temat filmu poza nazwiskami reżyserów (ta para zrealizowała poprzednio "Świętą Frances" zajmującą czwarte miejsce na mojej topce roku 2020).
Po przeczytaniu opisu założyłbym na pewno, że "Światełko" by mi się nie spodobało. Ciepła komedia o radzeniu sobie z osobistymi problemami poprzez sztukę. Z najbardziej upopowionym kawałkiem Szekspira w historii w roli wspomnianej sztuki.
Ale wyszedłem z kina serio z rozgrzanym sercem, a do tego stękniony za czasami w mrągowskim teatrze amatorskim.
Połowa sukcesu tego obrazu tkwi w kolejności odkrywania przed widzem kolejnych kart. Dzięki temu nawet nie zauważyłem, że prowadzi mnie w bardzo znajome rejony. Rejony wygodnych rozwiązań scenariuszowych i prostych paralel między sztuką a życiem. Nawet rejony tandetnej komedii pomyłek.
Tylko kiedy dotarło do mnie, gdzie jestem i co właściwie robimy, zdążyłem pokochać każdą z postaci w filmie. To druga połowa sukcesu - ich postrzegana autonomia. Mimo że scenariusz dopięty został na ostatni guzik, nikt nie sprawia wrażenia, że jest tylko pionkiem na szachownicy. Tak, pojawia się w odpowiednim miejscu i czasie z kolejnym punktem programu. Ale za każdą kwestią stoi wiarygodna motywacja osoby z krwi i kości.
"Światełko w tunelu" to jeden z tych obrazów, który wydaje się zbyt telewizyjny, żeby mógł się wyróżnić z tłumu na festiwalu. Bez wielkich nazwisk, bez szalonej pracy kamery, bez artystycznych eksperymentów, bez palącego społecznego tematu.
Ten film to efekt uczciwej, rzemieślniczej roboty, tylko stoi o głowę wyżej od równieśników, bo te niby podstawowe lekcje scenopisarstwa i budowania postaci zrozumiał lepiej od nich. Czasem o tyle lepiej, że nie wiedziałem, że tak można. Na następny seans biorę notatnik, bo chcę się zwyczajnie od tej pary reżyserów uczyć.
9/10
Film niestety nie jest grany na Festiwalu online, próżno go szukać także gdziekolwiek indziej. Pewnie - podobnie jak to było z "Saint Frances" - trafi sobie casualowo któregoś dnia na MAX albo inną platformę streamingową.