Cześć! Fala upałów przegnała mnie ostatnio do klimatyzowanych pomieszczeń. Obejrzałem sobie kilka nowości - i o każdej napisałem parę zdań.
Backrooms 7/10
Ja to po prostu zafascynowany jestem samymi pocztówkami z tych niekończących się pomieszczeń. Nawet nie potrzebuję, żeby to był horror, niech to nawet będzie przygodówkowa ekspedycja. W charakteryzacji postaci film jest trochę basic, ale nie są to zupełne pustaki. No i działała klimatyzacja w sali kinowej, co super.
Toy Story 5/10
Tępy zwyczajnie jest ten scenariusz. Na początek straszy tymi tabletami w sposób, który jasno sugeruje, że dzieci zmieniają się w totalne zombie. Ale potem, żeby powiedzieć swoją miłą historyjkę o tym, że wszystko jest dla ludzi i wszystko jest przydatny i wszyscy są dobrzy, poszerza pojęcie tabletu o całą możliwą łączność internetową potencjalnie znajdującą się w zabawkach. No brawo. A te nostalgiczne przepychanki Buzz/Chudy to totalne zapychacze, świadectwo tego, że Stanton nie wiedział, co z tymi postaciami zrobić. Jedyne co jest tu bardzo na plus, to 1.przygoda setki Buzzów 2.że Jessie dostaje swoją własną przygodę i w końcu może być serio w centrum swojej własnej części. Ale jej wątek i konflikt jest i tak kopią tych znanych z poprzednich. To pierwsze Toy Story, które nie odkrywa przed naszymi bohaterami żadnej nowej drogi.
Ojczyzna 8/10
Ładnie nakładają się tu na siebie kolejne warstwy tematyczne, zasilają się nawzajem. Jedne są wypowiadane głośno, inne są w domyśle. Jest z czym posiedzieć, a film się nie śpieszy. Generalnie Pawlikowski zrobił kolejny film, który się spodoba, jak lubicie jego poprzednie, a jak nie to nie.
Dzień objawienia 8/10
Wspaniałe, jak rzuca nas w sam środek akcji, a potem wydaje się po prostu improwizować, tylko że z tym spielbergowskim 10/10 filmotwórczym kunsztem. "Dzień objawienia" żyje poza linią wiarygodności, prawie w sferze tiktokowego serialu, w którym w każdym odcinku coś niewyjaśnionego się musi wydarzyć, żeby trzeba było oglądać kolejny. A przy tym to nadal wszystko nie do pomylenia Spielberg. Jakby to było takie wyzwanie: DNA Spielberga przełożyć na film, który ktoś obejrzy na komórce i nie zrobi swipe do następnego wideo przez bite 140 minut.
I jakimś sposobem to wszystko dociera do finału, który się klei - przynajmniej w tym świecie z głowy reżysera. Stary Spielberg zrobił udany remake młodego Spielberga.
Na koniec tycie przemyślenie.
Zabiegałem przez lata, żeby Filmweb uwolnił limit znaków komentarza do oceny. A wygląda, że jak już mi to dali, to zabiłem przez to swój profil na FB. Wystarczy mi, że napiszę sobie 3-4 zdania i czuję, że fajrant. Bo powiedziałem najważniejsze. O reszcie bym musiał dumać.
Jeśli tak będzie nadal, to postaram się przynajmniej czasem przeklejać swoje opinie z tamtego serwisu tutaj, żeby nie porzucać więcej swojego FB peja na pół roku.
Szczęśliwie w najbliższym czasie nam to nie grozi, bo Nowe Horyzonty łuuuuu!!
