Takie produkcje w sumie budują wszystkie swoje elementy na zasadzie jump scare'u. Niezależnie czy to straszny, zabawny czy emocjonalny moment, każdy wydaje się być klockiem nastawionym wyłącznie na małą dopaminową nagrodę w chwili.
Jeśli reżyser chce, żebyście się bez dobrego powodu poczuli jak gówno oglądając jego film i nieironicznie tak się czujecie, ostrzegajcie innych. Nie życzę nikomu takiego przeżycia kinowego jak "Goście".
Nasze wspomnienia to doświadczenia skrojone dla nas przez osoby wokół nas. Calum (Paul Mescal) dobrze o tym wie, z świadomością budując w czasie rzeczywistym materiał do banku pamięci swojej córki.
W filmie okazuje się, że powojenne umowy "na gębę" już nie obowiązują, a życie w zgodzie z ziemią-gruntem zostaje zastąpione życiem w zgodzie z Ziemią-planetą.
Użyta koncepcja multiwersum to nie tylko przejażdżka po galerii niespodziewanych sztuk walki, ale też idealnie wykorzystane narzędzie do opowiedzenia historii.
W drugiej połowie okazało się, że film w całości wisi na fanserwisie, a emocjonalnie polega tylko na tym, co zbudowane zostało przez przeszłe produkcje i nasze nostalgiczne relacje z nimi.