Twórcy próbują znaleźć złoty środek, który sprawi, że widz poczuje się z jednej strony biegły w zwierzęcej komunikacji, a z drugiej nie odniesie wrażenia, że mu się wciska kit.
Widziałem 85 filmów z 2024 roku. Pozwólcie, że opowiem Wam o moich dziesięciu ulubionych! Poza tym przy okazji przyjrzymy się też, jak wyglądały wyniki Box Office.
Dawno nie widziałem takiego marnotrawstwa kinetycznej energii, jak w "Smoku Diplodoku". Wszyscy ciągle tu krzyczą i pędzą od sceny do sceny z tymi swoimi pustymi spojrzeniami, ale nic nie ma znaczenia.
"Substancja" to koncentrat dla oczu i oszu. Pozbawiony subtelności, jednowymiarowy w smaku, ale niepozwalający się za to skrytykować, bo pali w język do odrętwienia.
W tej trwającej dwie i pół godziny kobyle pozostajemy w świecie przytłaczającego lęku, ale tym razem stan ten przedstawiony zostaje jako symptom "czucia bardziej", które jest tak cenne, że nie możemy pozwolić przyszłościowej technologii nas z niego ogołocić.
"Neverhood" to klasyk plastelinowej animacji poklatkowej. Czy "Harold Halibut" jest w stanie mu zagrozić? Czy w ogóle startują w tej samej kategorii? I co ma do tego wszystkiego sztuczna inteligencja?
Aster stworzył thriller psychologiczny obejmujący widza kompletnie lękiem, przez który nic innego nie znajduje miejsca na oddech przez bite trzy godziny.
"Barbie" trafia w każdą możliwą bramkę, by wypadać autentycznie przed wszystkimi, ale w drugiej połowie już musi tylko stać w miejscu i kopać, by to uzyskać.